Zaczęło się od pomysłu na alpaki i spacery z nimi. Dziś Farma na Kopcu to znacznie więcej niż miejsce, w którym można zobaczyć zwierzęta. To zagroda edukacyjna, warsztaty dla dzieci i młodzieży, zajęcia dla szkół, rodzinne wydarzenia, ogniska, urodziny oraz oferta oparta na lokalnych produktach i tradycyjnym charakterze gospodarstwa.

Pomysł na stworzenie farmy wyszedł od żony właściciela. Pani Paulina Pilch, pochodząca z rodzinnego gospodarstwa i wykształcona w kierunku zootechnicznym, chciała stworzyć miejsce związane ze zwierzętami i życiem na wsi.

Początkowo plan był stosunkowo prosty – alpaki i spacery z alpakami. Szybko jednak okazało się, że lokalne warunki nie sprzyjają takiemu rozwiązaniu. Problemem były między innymi pojawiające się w okolicy psy, których alpaki się boją. Wtedy pojawił się pomysł, aby stworzyć farmę, do której goście będą mogli przychodzić i spędzać czas wśród zwierząt.

– Szczerze mówiąc, na początku śmiałem się z tego pomysłu. Zastanawiałem się, kto zapłaci za oglądanie kozy. Dla mnie wydawało się to trochę śmieszne – przyznaje Marek Pilch, właściciel Farmy na Kopcu.

Sytuacja zmieniła się już podczas otwarcia.

– Po dniu otwarcia stwierdziłem, że jednak to jest dobry pomysł. Ludzi na otwarciu było sporo. Może nie wszyscy przyszli specjalnie zobaczyć kozę, bardziej interesowały ich alpaki, ale z dnia na dzień odwiedzających zaczęło przybywać – opowiada.

Farma na Kopcu od samego początku funkcjonuje pod obecną nazwą. Pierwsze zagrody zamieszkiwały między innymi kozy, owce, króliki i kury. Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne zwierzęta, a wraz z nimi kolejne pomysły na rozwój miejsca.

Dziś właściciele nie chcą, aby farma kojarzyła się wyłącznie z oglądaniem zwierząt. Bardzo ważną częścią działalności stała się edukacja.

Paulina jest również wykwalifikowaną serowarką i od początku zależało jej na organizacji warsztatów. Prowadzone są między innymi zajęcia serowarskie oraz warsztaty związane z wełną.

Farma została również wpisana do sieci zagród edukacyjnych. Przyjeżdżają tu szkoły z coraz dalszych miejsc. Oferta edukacyjna przyciąga grupy szkolne nie tylko z najbliższej okolicy.

Farma gościła już uczniów między innymi z Ustronia, Istebnej, Skoczowa i Cieszyna. Z czasem zaczęły pojawiać się również grupy z Bielska-Białej, Oświęcimia czy Orzesza. Zainteresowanie sięga jednak znacznie dalej. Na zajęcia zapisują się również szkoły z Wielkopolski, a zainteresowane wizytą są grupy z okolic Warszawy.

Co ciekawe, właściciel zwraca uwagę, że do tej pory farmy nie odwiedziła jeszcze żadna szkoła z Wisły.

Oferta dla grup jest bardzo szeroka. – Mamy warsztaty serowarskie, zajęcia z wełną, zajęcia związane z gospodarstwem, warsztaty stolarskie – mówi właściciel. W programie może znaleźć się nawet survival, wyjście do lasu czy wspólne ognisko. Dzieci mogą także poznać codzienne życie gospodarstwa, wejść do zwierząt i zobaczyć z bliska, jak wygląda opieka nad nimi.

– Pokazujemy dzieciakom, jak się żyje na wsi. Mogą uczestniczyć w zajęciach, mogą wchodzić do zwierząt. Z małego pomysłu urodził się duży pomysł, który cały czas się rozwija – dodaje.

Farma pozostaje również otwarta na gości indywidualnych. Szczególnie dużo osób pojawia się tutaj w weekendy i wakacje.

Jedną z ciekawszych propozycji jest możliwość uczestniczenia w wieczornym obrządzaniu zwierząt już po zamknięciu farmy dla pozostałych odwiedzających. Uczestnicy pomagają między innymi przy karmieniu i innych codziennych pracach związanych ze zwierzętami. Takie spotkanie trwa około dwóch godzin i może zakończyć się wspólnym ogniskiem.

Farma przygotowała też ofertę urodzinową dla dzieci. W takim przypadku istnieje możliwość zamknięcia terenu wyłącznie dla konkretnej grupy.

Lokalne produkty zamiast masówki

Właściciele podkreślają, że zależy im również na zachowaniu lokalnego i tradycyjnego charakteru miejsca. Przy organizacji ogniska można zamówić między innymi kiełbasę pochodzącą od lokalnych producentów. Dostępne są również sery oraz lody owcze.

W przyszłości oferta gastronomiczna ma być rozwijana, ale właściciele nie chcą tworzyć kolejnego miejsca opartego na typowym fast foodzie.

– Nie chcemy tutaj iść w żadną masówkę ani w fast foody. Mamy frytki i gofry, ale jeśli w przyszłości będziemy serwować większe posiłki, chcielibyśmy postawić na coś bardziej tradycyjnego – zapowiada właściciel.

Pomysł cały czas rośnie

Farma na Kopcu jest przykładem miejsca, które zaczęło się od stosunkowo niewielkiego pomysłu, a z czasem rozwinęło się w znacznie szerszy projekt.

Zwierzęta nadal pozostają jego sercem, ale dziś równie ważna jest edukacja, kontakt dzieci z naturą, warsztaty, poznawanie życia na wsi i lokalnych tradycji.

Jak przyznają właściciele, pomysłów nie brakuje. Największym ograniczeniem pozostają czas i środki potrzebne na dalszy rozwój.

Jedno jest jednak pewne – pomysł, z którego na początku można było się trochę pośmiać, okazał się początkiem miejsca, które przyciąga dziś gości z coraz dalszych zakątków Polski.

Wjazd kolejką NAT na Cieńków
Farma na kopcu